w

BAD BOYS: RIDE OR DIE

Bad Boys: Ride or Die – Nowy Film w Post-Slap Erze

Wydany w świecie po incydencie z uderzeniem, czwarty film z serii Bad Boys niesie podwójne wyzwanie – to pierwsza szansa dla Willa Smitha na powrót do box office’u po najciemniejszym roku w jego karierze. Jest powód, dla którego ten film nosi tytuł Ride or Die. Bez obaw. W skrócie, mało prawdopodobna finansowa klapa to jedyne zagrożenie, jakie tu spotkamy. Dynamiczna reżyseria i zwariowane wizualizacje tylko do pewnego stopnia ukrywają bezpieczne instynkty filmu. Co więcej, charyzma Smitha na ekranie jest tak potężna, że trudno sobie przypomnieć, że kiedykolwiek miała przerwę. Prawie trzydzieści lat od debiutu, franczyza Bad Boys nadal ma paliwo w baku.

Ewolucja od 1995 roku

Oczywiście, wtedy wszystko było prostsze. W 1995 roku, gdy procedural policyjny był tylko proceduralem policyjnym, bez większych oczekiwań co do efektów specjalnych. Wtedy Martin Lawrence miał główną rolę – był przecież większą gwiazdą – a Smith był jego współgwiazdą. Jako nietypowa para, Marcus Burnett i Mike Lowrey, rządzili ulicami Miami. Dobry glina, zły chłopak. Wiele się zmieniło. Nie dotyczy to jednak ich złej strony – w późniejszej części filmu jest świetne odniesienie do „Peter Piper” Run-D.M.C. – ale stawka luksusu poszła w górę. Wyższe budynki, fajniejsze samochody, szybsza akcja, gorętsze gwiazdy. Wpływ filmów Szybcy i Wściekli jest tu bardzo widoczny, szczególnie w dynamicznym otwarciu.

Fabuła pełna akcji

Oszczędzając na teozoficznie niezrównoważonym wątku pobocznym – Marcus przechodzi zawał serca, który krótko go uśmierca i reinkarnuje – fabuła jest przynajmniej banalnie normalna. To nie jest krytyka. Tak wiele tu jest niezrozumiałe, że trochę przewidywalnej fabuły jest mile widziane. Kiedy kapitan Conrad, grany przez Joe Pantoliano, zostaje pośmiertnie oskarżony o korupcję, tylko Mike i Marcus mają wystarczająco dużo wiary w jego dobre imię, by odnaleźć prawdziwych winnych. Mając za jedyny trop syna Mike’a, Armando (Jacob Scipio), para wkrótce znajduje się na ucieczce, mogąc ufać tylko sobie nawzajem.

Dynamiczna reżyseria Adil & Bilall

Pod kierownictwem Adil & Bilall, film jest bardziej brawurowy niż pełen gracji, ale cieszy się pewną energią i śmiałością. To rodzaj pewności siebie, który można znaleźć tylko w sequelu do hitu. Ich estetyka to chaos na pełnym gazie. Żadne ujęcie nie marnuje okazji do efektownej prezentacji. Rzadko kiedy kamera naprawdę się zatrzymuje. Częściej spotykamy ujęcia przechodzące przez dziury po kulach, wchodzące i wychodzące z ekranów zabezpieczeń, czy dosłownie uchwycone na rewolwerze jednego z bohaterów. To prawdziwa perełka.

Wyjątkowe występy gościnne

Szereg gościnnych występów wyróżnia się w tym zamieszaniu. Tiffany Haddish ma krótką, ale świetną rolę cameo, podczas gdy Vanessa Hudgens i Alexander Ludwig, jako eksperci AMMO, Kelly i Dorn, są teraz parą. Jednak każdy blednie w porównaniu do Dennisa Greene’a, którego gracz Reggie kradnie najlepszą sekwencję filmu. Wszystko w imię obowiązku. Eric Dane jako zapomniany złoczyńca, jednakże, sprawia, że zdrada w jego rangach staje się natychmiast rozpoznawalna. Wszyscy łączą się w zadowalającym, bombastycznym finale w opuszczonym parku rozrywki z motywem aligatorów. Eksplozje są wielkie, a paszcza aligatora jeszcze większa.

Podsumowanie 

Pomimo całej zabawy, nieco mniej – ze wszystkiego – mogłoby się przydać. Weźmy na przykład Lawrence’a. Choć Marcus dostarcza humoru w filmie – „Chitty Chitty Bang Bang, sk****syny!” – jest coś nieco poniżającego w buffonadzie wymaganej w jego bardziej ekstrawaganckich scenach. Skyline Miami dostaje więcej, niż się spodziewał w jednej z takich scen. Rola Smitha jest bardziej solidna, nawet znajdując dramatyczne mięso do przeżucia. W swoich pięćdziesiątkach, Mike może nie być już tak niezawodny jak kiedyś. Na kogo to wam przypomina?

Co myślisz?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

GIPHY App Key not set. Please check settings

    Godwin prezentuje nowy singiel „Home”

    David Guetta remiksuje hit lata „Man in Finance”